poniedziałek, 14 grudnia 2009

Koraliki i druciki :c)

Wykrakałam ten śnieg,ale chciałam na Święta,a nie tydzień przed (Polak to potrafi narzekać :c) Mało co nie siedziałam dzisiaj w rowie odwożąc dzieci do szkoły.Służba drogowa nie powinna chyba być zaskoczona,że zima przyszła w połowie grudnia?!
Ostatnio,oprócz koralików,pasjonują mnie również druciki,szczególnie te miedziane :c).Techniką łączenia ogniwek z drutu,zwaną chaine maille, piękną staroskandynawską biżuterię można stworzyć.Może bardziej dla mężczyzn,ale co,kto lubi,mnie się podoba :c).W jednej z moich prac,połączyłam ogniwka mniejszej i większej średnicy.Niestety drut miedziany jest bardzo miękki i pod ciężarem kamieni ogniwka rozchodzą się (te większe ,bo małe nie).No cóż,uczę się metodą prób i błędów...


Duży agat barwiony w koralikowej koszulce



Jest naprawdę duży , ma 5 cm średnicy

Ponieważ agat kupiony był przez internet,więc nie mogłam go sobie dokładnie obejrzeć z dwóch stron i niestety okazało się,że jedna strona jest uszkodzona.Postanowiłam zapleść uszczerbek koralikami i dzięki temu wyszedł mi medalion 2 in 1,czyli może być noszony na dwie strony :D Jestem bardzo zadowolona,bo Polak jak pomyśli to potrafi :c).Dzięki temu mam dwustronny naszyjnik!


Pierwsza próba wykonania wisiora techniką wire wrapping z naturalnymi kamieniami solidatu i miedziano-niebieskimi szklanymi koralikami cracle, zawieszony na chaine maillowym łańcuszku,który niestety wyszedł mi jakiś taki zamazany :c(. Zapowiadam,że prób będzie więcej :D

środa, 9 grudnia 2009

Biała Gwiazda Betlejemska...

...ze szklanych koralików oczywiście :c)
Pomyślałam sobie , że po dekorowaniu bombek odpocznę trochę i wezmę się za przedświąteczne sprzątanie,ale...jakoś nie mogłam wytrzymać,żeby nie ponawlekać trochę szkiełek ,tym bardziej,że nareszcie kupiłam sobie specjalną,długaśną igłę do koralików,więc musiałam od razu ją wypróbować.Nie,no w ogóle nie ma porównania!Chyba decoupage pójdzie w odstawkę(na jakiś czas oczywiście,może do jajek wielkanocnych:c) ),a poświęcę się doskonaleniu techniki koralikowej :c).Z igłą spodobało mi się to hobby jeszcze bardziej :D.
Nazwałam tak ten naszyjnik,bo te listki przypominają mi właśnie ten Bożonarodzeniowy kwiat.


A tak wygląda plątanina koralików i żyłki w trakcie pracy :c).

poniedziałek, 7 grudnia 2009

Bombki tradycyjne...i te trochę mniej :c)

Niesamowite,jak ten czas szybko leci,a zbliżających się Świąt szczerze mówiąc nie czuję,bo kwiatki mi kwitną w ogródku! Mam nadzieję,że przynajmniej wigilia i Boże Narodzenie będzie bajecznie zaśnieżone.
Wszystkim bardzo dziękuję za odwiedziny i przemiłe komentarze,które mobilizują mnie do dalszego tworzenia :c)



























Candy u Greglis

Greglis z okazji rocznicy pisania bloga rozdaje płyty ze swoimi kursami decoupage.Chociaż początki mam już za sobą,ale chętnie stanęłam w kolejce :c)

piątek, 20 listopada 2009

Bombki, cd...







Chyba w poprzednim wcieleniu żyłam w średniowieczu,bo bardzo lubię tamtejsze "ciemne" klimaty... :c)

czwartek, 12 listopada 2009

Bombu i Biżu :c)

Po zastrzykach trochę mi się kręgosłup uelastycznił (kto to wymyślał ten nasz język ojczysty?). Od razu nabrałam chęci do życia i pracy :c)

W tym roku wszystkie bombki mam styropianowe.Chciałam wypróbować nowy materiał do pracy.Dosyć dobrze się go dekoruje.Styropian ma jednak taką strukturę,że trudno ją zalakierować.Widoczne zostają wszystkie ubytki,dołki i górki,nawet po przecierce.Z drugiej jednak strony na to patrząc , daje to ciekawy,taki chropowaty trochę efekt...No może,gdybym położyła ze 30 warstw lakieru,to pewnie by się wygładziło,ale jakoś mi się nie bardzo chciało :c)











Naszyjnik ze szklanych koralików,w zimowej tonacji turkusowo - srebrnej ze szklanym lustrzanym oczkiem w środku,które mieni się jak mały diamencik,co uchwyciłam na jednym ze zdjęć.

A to mój mały pomocnik :c)

sobota, 7 listopada 2009

Korzystam z okazji...,

...że jest weekend i wszyscy siedzą w domu.Mam więc kogo uprosić,aby mnie "wciągnął" na górę po schodach do komputera :c).Jestem więc dzisiaj po raz drugi.Od poniedziałku przyjmę serię zastrzyków,więc może to zesztywnienie mnie puści i przynajmniej z chodzeniem nie będzie problemu.Byłam zawsze sprawna fizycznie.Przez wiele lat uprawiałam jeździectwo,więc obecne przykucie do krzesła jest dla mnie straszną mordęgą.Zastanawiam się skąd się to mogło wziąć?Może dlatego,że zamiast na różaniec w miesiącu październiku,to ja na ćwiczenia latałam,a może "życzliwa" sąsiadka,której powiedziałam,żeby poćwiczyła ze mną,to jej na zdrowie wyjdzie(waży chyba ze 120 kg),obraziła się i powiedziała se w duchu"A żeby ją pokręciło..."Chyba zacznę nosić czerwoną wstążeczkę,bo w zabobony zaczynam wierzyć.Dobra dość tych żartów.
Powoli świąteczny klimat wchodzi na blogi,więc nie będę oryginalna. Jakiś czas temu,a dokładnie rok zafascynował mnie patchwork.Powiem bez bicia,że nie umiem szyć na maszynie,więc cała ta moja pierwsza i OSTATNIA skarpeta patchworkowa na słodycze powstała samymi rękami moimi :c). Do uszycia jej pocięłam na kawałki stare swoje bluzki,w tym jedna brokatowa,za małą na synka kamizelkę aksamitną,bordową,bawełnianą powłoczkę na poduszkę,a miśka wycięłam ze starego obrusu.Można więc powiedzieć,że wszystko z recyklingu.Skarpetę uszyłam techniką tzw.crazy patchwork,czyli kawałki materiałów nie są regularnie,symetrycznie pozszywane,jak to bywa w patchworku tradycyjnym.Wierzch ozdobiłam guzikami i różnymi ściegami dekoracyjnymi szytymi złotą nitką. Męczyłam się z tą skarpetą ze dwa tygodnie co najmniej i moja fascynacja patchworkiem znikła bez śladu.Pamiątkę jednak mam i zadowolenie z siebie,że szyjąc ją wytrwałam do końca :c)

Przeprosiny,candy,nagrody...

Wybaczcie dziewczyny,że rzadko ostatnio się pojawiam,ale zachciało mi się poćwiczyć,cholerka,na "stare lata :c)".Zapisałam się na aerobic i coś strzyknęło mi w kręgosłupie.Jestem usztywniona,mam problem z chodzeniem,założeniem skarpety,nie mówiąc już o załatwianiu własnych potrzeb w toalecie :c).Mam skierowanie na Rtg kręgosłupa . Nie wiem co dalej będzie,czuję się okropnie,bo jestem uzależniona od innych.Nie mogę nawet bez pomocy wejść na schody, gdzie w pokoju syna stoi komputer.Wszyscy się ze mnie śmieją,że zachciało mi się w nieodpowiednim wieku zadbać o figurę ,zdrowie i urodę.Chociaż nie mam nawet "czterdziestki"poczułam się jak stara baba i wcale mi nie do śmiechu... Odezwę się,jak ktoś pomoże mi następnym razem wgramolić się na schody.
Pozdrawiam Was wszystkie bardzo serdecznie,dziękuję za odwiedziny,wyróżnienia i miłe komentarze.Ach,smutno mi Panie... :c(



ach74 rozdaje "mikołajkowe" prezenty :c)

Dziękuję za kolejne wyróżnienia od Ivonn
Oraz LIETDECO
Moją tradycją jest(wiem,że łamię zasady przekazywania wyróżnień,ale naprawdę nie umiem wybrać,żeby kogoś nie urazić) przekazywanie wyróżnień wszystkim odwiedzającym mego bloga.Zapraszam więc wszystkich chętnych po odbiór nagród.Bierzcie,które chcecie :c)

piątek, 23 października 2009

Zaległości mam co niemiara...

...przez ten cud techniki,jakim jest mój biedny przeciążony komputer.Biedak nie wytrzymał maratonu ze mną,przegrał,ale odegrał się tym,że po prostu wysiadł.Mam nauczkę i obiecuję,że dam mu teraz odpocząć od czasu do czasu :c).
Nie ma jednak tego złego,co by na dobre nie wyszło,oczywiście dla mnie,bo wzięłam się ostro do pracy.
Na początek jednak chciałabym bardzo podziękować ach1974 za podwójne wyróżnienie,jakim mnie obdarowała.Niezmiernie mi miło,nie umiem jednak nikogo wskazać,bo kocham odwiedzać wszystkie osoby,które mam w zakładkach,każdy blog jest inny i niepowtarzalny,dlatego też wyróżnienia te przekazuję wszystkim,którzy mnie odwiedzają,częstujcie się kochane dziewczyny!!! :c)




Szkatułka jak ta... jesień w tym roku. Taka trochę zgniło-zielona mi wyszła :c)


Wyplotłam też makramowy naszyjnik w ciepłych czerwonych barwach


Nanizałam też na żyłkę setki cieplutkich brązowych i pomarańczowych 2mm szklanych koraliczków i oplotłam nimi koralik z masy perłowej.Przyznam,że to było dla mnie wielkie wyzwanie i test na cierpliwość :c),ale myślę,że udało mi się. "Klejnot"owy miał być z początku broszką,ale jednak będzie naszyjnikiem,bo już zaczęłam robić do niego sznur (z koralików oczywiście :c) )

A na koniec,tak trochę z myślą o zimie,wyplotłam ze szklanych perełek i drobnych koralików bransoletkę i tak zwany beaded bead,czyli po naszemu koralik koralikowy :c).Pozdrawiam Was wszystkie bardzo cieplutko !!!

środa, 7 października 2009

Mój zbuntowany Anioł...

Rok temu, moja córka Karina,wzięła udział w konkursie piosenki autorskiej w Białymstoku.Tematem była:Miłość,Akceptacja,Tolerancja (MAT).Specjalnie na potrzeby tego konkursu napisała piosenkę,utworzyła do niej muzykę i sama ją zagrała na gitarze.Miała wtedy 16 lat.Nie dostała nawet wyróżnienia,bo nie miała muzycznego wykształcenia,a na zapytanie jury:"Po co tu przyjechałaś?",odpowiedziała:"Sama nie wiem?"..., kiedy inni odpowiadali:Bo Kocham śpiewać!Bo chcę pokazać się światu! itp...Trochę załamała się,przestała pisać, śpiewać.Niestety "w tym biznesie trzeba być twardym".
Jedyną nagrodą,jaką otrzymali wszyscy uczestnicy,było nagranie studyjne zaśpiewanej piosenki.Dla Kariny była to najlepsza nagroda na świecie.Utworzyła do niej filmik ze zdjęciami "własnej produkcji" i puściła na You Tubie,żeby poznać komentarze innych ,a nie tylko zakrojonego grona jury(w większości nauczycieli szkół muzycznych,którzy większy nacisk kładli na technikę, a nie wrażliwość wykonania jakiejś tam amatorki, która nie wie, czego w życiu jeszcze chce?)
Wróciła jej wiara i nadzieja w to co robi , napisała już słowa następnej piosenki, widzę, że nie poddaje się, bo do tego samego konkursu (MAT) ,tworzy teraz do niej muzykę.Jest bardzo zbuntowaną nastolatką, trudno mi się z nią dogadywać, ale może jest to jej potrzebne do pisania i nie będę ingerować w jej indywidualny świat. Niech rozwija skrzydła. A ja mogę tylko z boku się przyglądać i czuwać...Posłuchajcie sami...

sobota, 3 października 2009

Pokochałam szklane koraliki :c)

W związku z tym ciąg dalszy szklanych koralikowych breloczków ,czyli coś dla kobiet lubiących takie błyskotki :c)

sobota, 26 września 2009

Z tej radości...

...że mąż pamiętał o mojej wczorajszej rocznicy,o której sama pamiętać nie chcę,bo te latka zbyt szybko uciekają,a ja chcę jeszcze dużo natworzyć :c) .
A przy tym dał mi w prezencie część swojej nietykalnej kolekcji , o którą prosiłam miesiącami...wyplotłam wisiorek . Może trochę zbyt zimny kolorystycznie , ale córce, która zawsze surowo ocenia moje prace , spodobał się i to już jest dla mnie sukces!!! :c)


Prezent od męża, myślę,że bardzo cenny,bo z wielkim trudem przez niego zdobywany. Dziękuję,Kochanie,wzruszyłam się bardzo i nie gniewaj się,ale go zdekupażuję :c)

A storczyk jeszcze bez oprawy doniczkowej.


A to wisior,który ze względu na kolorystykę,nazwałam "Chłodna Arktyka"
To zdjęcie z błyskiem:


A to bez błysku:
A to ponad stuletnia szafa,pamiątka po mojej babci,którą mam w tej chwili na warsztacie.Najgorsze jest to,że zaczęłam a chęci mi odleciały i nie wiem kiedy spłynie na mnie wena do skończenia :c). Bardzo lubię tę szafę,bo jest bardzo pakowna.Kiedy robiłam w niej remanent,to po wywaleniu zawartości,wszystko zajęło mi chyba z pół pokoju :c)

czwartek, 24 września 2009

A ja niestrudzenie...

...przeplatam koralik za koralikiem...Nie mam specjalnej igły do nawlekania,więc robię samą cieniutką żyłką.Oczy mnie dzisiaj pieką i łzawią od tego nocnego ślęczenia przy lampce i wpatrywania się w zagmatwane (dla mnie)schematy .Efektem tej dłubaninki jest tym razem breloczek do kluczy. Obracam go w słońcu z każdej strony, patrzę jak promyki przenikają przez te kolorowe szkiełka i cieszę się jak mała dziewczynka.
Dziękuję wszystkim za miłe komentarze i gorąco Was pozdrawiam :c)


sobota, 19 września 2009

Poplątanie z pomieszaniem...

Odpoczywam trochę od decoupage'u i trenuję nawlekanie i plątanie koralików :c)

Moda na koraliki nie jest u nas za bardzo rozpowszechniona,jak to jest,np na Węgrzech,Niemczech czy we Francji.W związku z tym nie ma w naszych sklepach zbyt dużej oferty koralików,jakich tamtejsze dziewczyny używają,np miyuki delica,które są równiutkie i nie trzeba przebierać i dobierać...Aż żal ,bo bardzo by mi się takie błyskotki przydały,a nie wiem jak zamawiać z zagranicy...
Może doczekam się,aż u nas będą dostępne. Na razie ćwiczę na czym się da.

Bransoletka w różnym świetle

czwartek, 17 września 2009

Magiczne wyróżnienie...

otrzymałam od Mazmiki.Bardzo dziękuję!!! Jest wspaniałe,takie zaczarowane i bardzo do mnie pasuje,bo "nie wyrosłam" jeszcze z magicznego świata baśni... :c)....I myślę,że z tego świata nigdy się nie wyrasta,zawsze podświadomie chcemy być(lub jesteśmy nawet o tym nie wiedząc) : Księżniczką,Dobrą Wróżką lub Aniołem...
Wyróżnienie przekazuję wszystkim osobom,które odwiedzam,lub mnie odwiedzają,bo każda Artystka ma w sobie coś z Magii,dlatego wyczarowuje swoje piękne rękodzieła...Pozdrawiam serdecznie!!!

Przytulne CANDY u...

ATY


poniedziałek, 14 września 2009

Niebiański błękit...

Czy Szczęście jest niebieskie...?
Jak niebo nad nami...?
W dzień słoneczny, radosny, i rozedrgany...
Najważniejszy na świecie...dla Ciebie i dla mnie...

W delikatnym błękicie , serce rozkwita zielone...
Na znak Nadziei , że wspólnie lata spędzone...
Będą jak te dwa gołębie mocno do siebie wtulone...


Szczęście jest niebieskie...,
Jak Miłość... czysta,niewinna ...
I do końca dni naszych taka być powinna ... :c)
Arkadia




środa, 9 września 2009

Trochę z innej beczki... :c)

Makrama - technika wiązania sznurków,sznureczków,nitek niteczek i wszystkiego co się da wiązać.Całkowita wolność stylu jest tu dopuszczona , a im więcej różnych supełków i sterczących końcówek tym podobno lepiej,można szaleć i fantazjować.Sprawia to,że makramowe wyroby wyglądają oryginalnie i niepowtarzalnie.
Gdy zaczynam wiązać,nigdy nie wiem co mi wyjdzie i jaki będzie efekt końcowy.Wzór układa się w trakcie pracy :c)

Ostatnio biel za mną chodzi.Zrobiłam więc naszyjnik i bransoletkę ,może dla jakiejś panny Młodej?
Bratanica moja od dwóch lat zapowiada,że wychodzi za mąż,więc wolę mieć już coś w zanadrzu (podobno wszystkie lokale zajęte i kilka lat wcześniej trzeba zamawiać... ;c). Chyba zaoferuję jej swoje pole.Na łonie natury będzie miała bardzo oryginalne wesele :c)


wtorek, 8 września 2009

Chustecznik "Wspomnienie Lata"




Poprzedni chustecznik"Już odlatują motyle" był ozdabiany na zamówienie Ewy,która to ma już kilka zdekupażowanych przeze mnie przedmiotów .Jest mi bardzo miło z tego powodu,że Ewa co jakiś czas zamawia u mnie nową rzecz do domu,to znak,że jej się podoba,a ja zostawiam po sobie jakiś malutki ślad na tym świecie.
Ewa zaprosiła mnie do domu,abym obejrzała jej łazienkę i chustecznik miałam ozdobić tak aby kolorystycznie pasował do wnętrza,które było całe w beżach z wytłoczonymi na glazurze muszelkami.Pierwszą myślą były ciemniejsze brązy i w tych kolorach ozdobiłam chustecznik "Już odlatują motyle",ale potem podumałam,że może będzie zbyt monotonnie i ozdobiłam drugi,aby Ewa miała jakiś wybór.Ponieważ miałam zamiar nakleić motyw z muszelkami,pomalowałam go w odcieniach granatowo - błękitnych,jak morska woda,następnie wtarłam w niego pastę do spękań i uzyskałam piękną złotą poświatę,której oczywiście na zdjęciach nie widać.Nazwałam go" Wspomnienie Lata" i mi osobiście bardziej się spodobał od poprzedniego...,lecz Ewa wybrała brązowy z motylkami.Czyli jednak pierwsza myśl była trafiona.Teraz już wiem,że zawsze trzeba ufać swojej intuicji... Pozdrawiam Was dziewczyny bardzo serdecznie i dziękuję ,że jesteście ze mną :c)


A kotki maja się coraz lepiej.Zapomniały już o mamie i nawet same jedzą.A jakie rozrabiaki!!! Będzie dobrze :c)

niedziela, 6 września 2009

Chustecznik jesienny "Już odlatują motyle"

Lato się żegna ostatnim ciepłym tchnieniem...
Już odlatują motyle do nieba...
Tam słońca jeszcze grzeją promienie...
Jesień nadchodzi,a za nią niezmiennie...
Podążają jesienne "motyle"...
Z drzew strącane wiatrem jesiennym...
Arkadia


piątek, 4 września 2009

Żal za serce ściska :(

"Plamka" ostatnio chodziła bardzo smutna,jakby przeczuwając coś złego...


Dwoje z czterech kociąt 'Plamki"



2.09.2009r. zginęła na ulicy,pod kołami samochodu,nasza ukochana kotka "Plamka",pozostawiając 4 małe sierotki,potrzebujące jeszcze mleka mamy... Konradek przeżył to najbardziej,a ja uczę się jak karmić te małe stworzonka. :c(

Kuferek "Stare Dobre Czasy"





niedziela, 30 sierpnia 2009

Naleśniki

Moja rodzinka bardzo lubi naleśniki,jak zresztą i inne "smażonki",typu racuchy,placki"grzybki" itp.Nasze organizmy same wiedzą jak dostosować się do danej pory roku i tak np. latem,jakieś lekkie dania,zupki,sałatki,ale ,gdy pora roku się zmienia,nadchodzą chłody jesienne,organizm nam mówi,że trzeba jeść bardziej kaloryczne potrawy,abyśmy mogli spalać więcej energii i ogrzać organizm od środka.Choć słonko za oknem,ale chłód już przenika przez ściany.Dlatego dzisiaj,jemy smażone,kaloryczne naleśniki :c)

SKŁADNIKI CIASTA:
Dla mojej rodziny,oczywiście: (proporcje odpowiednio zmniejszamy do naszych potrzeb)
1 kg mąki
1 litr mleka
0.5 litra wody
0.5 szklanki oleju ( nie trzeba wtedy lać dużo, lub wcale na patelnię)
4 jajka (z tego 2 żółtka pójdą do twarogu)
szczypta soli (a ile to jest szczypta, pyta moja córka, no tyle ile weźmiesz w trzy palce, mówię wymijająco :c)
olej do smażenia (mało,zależy kto jaką ma patelnię)

Mąkę wsypujemy do michy :c),robimy w środku dołek,wbijamy 4 jajka(oprócz tych 2 żółtek,które pójdą do twarogu),rozbijamy jajka widelcem,dolewając po trochu mleko,zbierając z boków mąkę ,aż do wyczerpania składników.Jak mleko się skończy , dolewamy wodę i olej, na koniec solimy, mieszamy.Ciasto ma być rzadkie i lejące.Na patelni rozgrzewamy "kroplę" oleju,nalewamy ciasto i smażymy cienkie placki (z obu stron oczywiście ).Kładziemy jeden na drugi,aby zmiękły i dały się potem łatwo zawijać.

SKŁADNIKI FARSZU TWAROGOWEGO:
1 kg twarogu tłustego (jeśli dajemy chudy lub półtłusty,trzeba dodać śmietany,bo farsz jest za suchy i rozsypuje się)
1 szklanka cukru (kto chce słodszy,daje więcej,trzeba spróbować)
1 cukier waniliowy (niekoniecznie)
2 żółtka(zabrane z ciasta)

Twaróg odwijam z papierków,wrzucam do miski (nie mielę),dodaję cukier,cukier waniliowy (niekoniecznie) i 2 żółtka.Wszystko mieszam do uzyskania jednolitej konsystencji.

Na usmażone naleśniki nakładam łyżkę farszu i zawijam (jak na zdjęciach). Pozawijane naleśniki podsmażam jeszcze raz .Ufff....to by było na tyle...SMACZNEGO!



W czasie wielogodzinnego smażenia"nie tracimy czasu" tylko robimy farsz twarogowy, dekupażujemy, pijemy kawkę, herbatkę, przeglądamy katalogi... :c)

Ciepłej, leniwej niedzieli wszystkim życzę!!! :c)

piątek, 28 sierpnia 2009

Zaduma nad jesienią...

Białą, misterną koronką pająki oplotły drzewa...
Drobne kropelki rosy, promyki słońca chwytają z nieba...
I mienią się barwami tęczy, zadumę budząc wokół...
Że to już koniec lata....aż do przyszłego roku...
Smutno zrobiło się trochę i łza kręci się w oku...

Arkadia


I jeszcze tylko astry jesienne radują nasze oczy...


Oraz aksamitki, goździki i dalie urocze... :c)